Impulsy życia

Tekst z myślą o wyjątkowym chłopcu, który przyszedł na świat we wtorek 22 stycznia 2019.
– pisze przeszczęśliwa ciocia! –

Niezwykłym przeżyciem jest słuchanie muzyki i jednoczesne śledzenie partytury. To jakby zaglądanie do zakamarków dźwięków, z których początek biorą największe kulminacje fraz i największe zapytania pełne pauz, niedopowiedzeń. Takty, gdzie rozdrabniają się uczucia, gdzie następują ich rozgałęzienia i polifonia, która zdaje się być najczystszą matematyką. Gdzie urywa się czas, a zaczyna wieczność. Śledząc kartka po kartce symfonię Mahlera, można trafić na jedną ze stron, która jest bardzo atrakcyjna graficznie. Frazy w poszczególnych głosach układają się na kształt motyli. Mi przypominają one łapczywie łapane oddechy. Była w nich całkowicie zrozumiała ciekawość świata, pęd, pragnienie autentyczności i wolności. To musiały być impulsy życia.

Pierwsze lata dzieciństwa pamiętam jako zbiór doznań zamkniętych w figurach geometrycznych. To były nieustanne próby schwytania w garść tego co czułam, układania tego w spójną całość. Przybierająca niezidentyfikowany kształt świadomość rejestrowała każdy dotyk i tony głosów. Pamiętam miarowe tempo kołysania, pewną powtarzalność przynoszącą ulgę, kiedy okazywałam się być maszyną zaprogramowaną jedynie do głośnego płaczu czy wielkiej wstydliwości. Były to lata niesłychanych zjawisk, z których wyłaniały się postacie. Brały mnie za rękę i prowadziły do swoich krain, niekiedy bardzo bogatych w światło, ale również mających peryferia okryte mrokiem. Nazywały rzeczy po imieniu, a ja jedynie mrużyłam oczy, oślepiona tą różnorodnością barw. Czym był ten początek, jeśli nie poruszaniem się w oszołomieniu po świecie, który tak bardzo chciałam poznać.

Z dziecięcego dryfowania przeszłam w życie, które nieuchronnie przerodziło się w odpowiedzialność. To komunikat, który łapię w ciemno, nieprzygotowana. W obcym języku? Może zaszyfrowany? Staram się rozwikłać jego zagadkę. Staram się na niego odpowiednio zareagować. To odpowiedzialność, która zawiera w sobie słowo – odpowiedź. Życie oczekuje ode mnie odpowiedzi, która nie polega na niczym innym jak na nieustannym weryfikowaniu napływających impulsów. Tych początków, w które mogę wejść, a których jest nieskończenie wiele. Tych postaci, które mogę złapać za ręce. Wszystko to, co dopuszczam do siebie, stanowi o tym jaka jestem i będę.

W samym środku zdania mojej odpowiedzi przysiada mi na ramieniu motyl. Mówi mi, że on tu już jest. Początek, który wszystko zmienia. Oglądam się za nim jak odlatuje. Uśmiecham się. Zostawia mnie, choć wcale nie odchodzi. Narusza wszelki porządek, ale nadaje nowe tempo. To nowy impuls, najbardziej trwały i szczery, bo pod postacią drugiego człowieka. Nie widział świat takiej nadziei i wolności, a zarazem większej tajemnicy do odkrywania. To wszystko zmienia. Każdą kolejną nutę postawioną po kresce taktowej i wszystkie motyle, które spotykam sunąc palcem po pięcioliniach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.